Koniec sezonu żeglarskiego


zalew sulejowski

czarter, zalew sulejowski

6 listopada wyciągnęliśmy jacht Piotrkowia ( Janmor 28 ) Piotrkowskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego.

Pierwszą próbę podjęliśmy kilka dni temu. Okazało się, że nowo zakupiona laweta nie pasuje z środkiem ciężkości do janmora 28. Wówczas również była bardzo wysoka woda i pomimo woderów miałem przymusową kąpiel. Przy czym okazało się, że z całego zarządu zjawiłem się ja sam oraz prezes przyjechał tylko na chwilę.

(więcej zdjęć: kliknij)

Całe szczęście, że był w porcie znajomy Tomek Kujawa (z Tomaszowa Mazowieckiego) i pomógł przy: kładzeniu masztu, przesunięciu masztu i zabezpieczeniu na zimę, zdjęciu silnika, schowaniu grota oraz przy próbie wyciągania jachtu. Jednak po kilu próbach musieliśmy pozostawić jacht Piotrkovia na wodzie, a samym wózkiem wyjechaliśmy na brzeg.

Po burzliwym zarządzie we wtorek ustaliliśmy, że podejmiemy kolejną próbę w składzie trzyosobowym (więcej chętnych brak):

Marian Kowalczyk – prezes, Medard Gillner – sekretarz oraz Jerzy Gluźniewicz – członek zarządu.

Po przygotowaniu lawety oraz wzmocnieniu łap dodatkowymi oponami podjęliśmy kolejną próbę. Z wielki animuszem odziałem wodery i z werwę wskoczyłem na slip. Co się okazało, że przez kilka dni woda opadła o jakieś 30 cm i w tym miejscu slip okazał się zbyt płytki.

Podpowiedź sołtysa, że jedziemy z lawetą nad rzeczkę Strugę gdzie jest głębsza woda. Pomysł zaakceptowany, a ja oraz Medard do pagai i jedziemy na „dwóch koniach ludzkich” na Strugę. (Dzięki Bogu była flauta). Po 5-7 próbach równego ustawienia centralnie jachtu na lawecie zaczęła się walka traktora z ciężarem. Szybko się okazało, że jeden traktor nie da rady i musieliśmy zawezwać posiłki. Po 1 godzinie czekania przyjechał koparką Michał (syn sołtysa). Spięty zestaw dał sobie radę i mogliśmy się udać na miejsce zimowania.

Szczęśliwie udało się dojechać i na placu boju zostałem ja oraz prezes (sekretarz musiał uciekać do domu). Przez kolejne 2 godziny udało się ustawić lawetę z jachtem oraz podnieść i podstawić kliny, aby odciążyć opony i układ jezdny.

Wszystko trwało ok 10 godzin pracy, moczenia dupy, zrywania kręgosłupa, męczarni psychicznej i to ku chwale ojczyzny.

Pozdrawiam i miłego żeglowania: Jurek Gluźniewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

23 − = 13